Nowa strona

Hej!

Pewnie zauważyliście, że ta strona nie jest już aktualizowana. Otóż jest już dostępna nowa, poprawiona witryna zawierająca moje publikowane opowiadania, regularne aktualizowanego bloga oraz informacje o książkach, nad którymi pracuję:

maerafey.pl

Zapraszam serdecznie!

Pracowity dzień

Dzisiaj odkryłam, że zanim komentarz pojawi się na stronie, muszę go zatwierdzić. Szukałam opcji zezwalającej Waszym wypowiedziom pojawiać się automatycznie, ale trochę się zdekoncentrowałam i w rezultacie dodałam spadający śnieg. No co, musicie przyznać, że ładnie wygląda na niebieskim tle.

Praca nad „Bitewnym pyłem” znów ruszyła. Ilustracje są już gotowe, ale nadal brak okładki. Napisałam w tej sprawie do graficzki, ale jeszcze nie dostałam odpowiedzi. Teksty po pierwszej korekcie zostały rozesłane do autorów; jeden właśnie wrócił z powrotem.

Natomiast moje prywatne „pisarstwo” prezentuje się znacznie mniej spektakularnie. Właśnie skończyłam pisać artykuł do kolejnego „Prób” – gazety wydawanej przez Klub Humanistów. Ponieważ tekst dotyczy Towarzystwa Wspierania Inicjatyw Społecznych ALPI oraz organizowanego przez nie przedstawienia, będę musiała najpierw zanieść go do autoryzacji. Akurat dobrze się składa, bo dzisiaj spotykam się z kimś, kto będzie go mógł przekazać go prezesowi. Poza tym muszę się zapytać o dane aktora występującego w jednej z głównych ról.

A jeśli chodzi o rysowanie… Cóż obecnie pracuję nad czymś o większym stopniu skomplikowania niż koszmarki, które zazwyczaj produkuję.  Szkic jest już ukończony i zeskanowany. Dziś zabrałam się za kontury. Prawie skończyłam głowę pierwszej z pięciu postaci. To zajmie wieczność. W międzyczasie możecie się pośmiać z moich nieudolnych prób rysowania mangi.

why_not_manga_by_maerafey-d6wopev

Na zakończenie chciałam Wam z całego serca podziękować. Fakt, że nikt nie nadesłał komentarza: „Jesteś rozpieszczonym bachorem i masz za dobrze” bardzo wiele dla mnie znaczy.

Wybaczać rzeczą boską

Wow, pierwszy wpis. Biorąc pod uwagę, że stronę założyłam jeszcze przed początkiem roku akademickiego, a teraz mamy grudzień…

Nie będę ukrywać, zawaliłam. Gdy okazało się, że po raz kolejny oblałam egzamin z gramatyki opisowej języka angielskiego i znów będę musiała powtarzać drugi rok, a na dokładkę usłyszałam od Pani Dziekan, że nie traktuję studiów poważnie, po prostu się załamałam. Co gorsza, pozwoliłam moim emocjom wejść w drogę pisarstwu, wydawnictwu oraz wszystkim związanym z nimi zobowiązaniom. Zamiast pracować, ostatnie miesiące spędziłam gapiąc się tępo w ścianę i chodząc na wykłady… No dobra, akurat to drugie nie jest takie złe.

Dopiero dziś udało mi się pozbierać do kupy. Zawdzięczam to wykładowi pewnego profesora, który zainspirował mnie do stworzenia sobie dokładnego planu dnia. Wiem, to brzmi strasznie. Pewnie wyobrażacie sobie, jak biegam z listą, wykrzykując: „ŁAAA! Już 18:45, a o 18:30 miałam zająć się pracą nad powieścią!” Muszę Was zapewnić, że jest wręcz przeciwnie. Znam siebie dobrze, więc zostawiłam duże marginesy na wszelkiego rodzaju opóźnienia. I wiecie co? Taki harmonogram okazał się być dokładnie tym, czego potrzebowałam. Znów mogę żyć.

Nie ukrywajmy, zawiodłam Was i siebie. Nie mam nic na swoją obronę. Jedyne, co mogę zrobić to przyrzec, że uczynię wszystko, co w mojej mocy, aby taka sytuacja już nigdy się nie powtórzyła. Mam nadzieję, że w swojej nieskończonej mądrości zrozumiecie i wybaczycie mi.

Marta